|
Piłkarze Lechii u papieża
zródło : lechia.net :
- Życzę wam zwycięstwa nad Juventusem, ale nie powtarzajcie tego głosno, bo mnie Włosi z Watykanu wyrzuca - takimi słowami zwrócił się Jan Paweł II do piłkarzy Lechii Gdańsk w lipcu 1983 roku. Przyjał ich wtedy na prywatnej audiencji w Castel Gandolfo.
22 lata temu, po zdobyciu Pucharu Polski, gdańszczanie mieli reprezentować nasz kraj w Pucharze Zdobywców Pucharów. Los przydzielił im słynny Juventus Turyn, którego barwy reprezentowało wówczas siedmiu włoskich mistrzów swiata, a także Zbigniew Boniek i Michel Platini. Lechia była zupełnie nieznana we Włoszech drużyna. Dlatego własnie menedżer Johnny River Strzelecki zorganizował gdańszczanom, w lipcu 1983, dwutygodniowe tournee po słonecznej Italii.
- W planie było rozegranie meczów sparingowych, lecz dla nas najbardziej liczyła się zaplanowana audiencja u Ojca swiętego - wspomina ówczesny drugi trener gdańskiego zespołu, Józef Gładysz. - Bo Strzelecki, nie wiem w jaki sposób, nam to zorganizował.
Dzień przed wizyta w Castel Gandolfo cała ekipa zjechała do Rzymu. Tam, podczas kolacji w hotelu, piłkarzy odwiedził ksiadz Przydatek, którego rola było duchowe przygotowanie drużyny na spotkanie z Papieżem.
- Pamiętam, że ksiadz chciał nas wyspowiadać, czemu sprzeciwiali się obecni z nami przedstawiciele komunistycznej władzy - opowiada kapitan drużyny, Lech Kulwicki. - Nie zwracalismy jednak na to większej uwagi. Ostatecznie ustalono, że spowiedz odbędzie się w zajmowanym przeze mnie pokoju hotelowym. I tak własnie się stało.
- Dopiero wtedy dotarło do mnie, że naprawdę spotkamy się z Papieżem i nastapi niesamowite wydarzenie w moim życiu - wspomina 18-letni wówczas Jacek Grembocki. - Byłem młodym chłopcem, oszołomionym cała ta sytuacja. Chyba przerastało mnie to, po prostu bałem się. Pamiętam, że po spowiedzi nie mogłem zasnać. Nerwowo kręciłem się po pokoju.
Jeszcze większy dreszcz emocji dopadł cały zespół następnego dnia o 6 rano. Czekajac na dziedzińcu na Ojca swiętego, piłkarze zauważyli, że Papież spoglada na nich z góry z okna. W końcu zszedł na dół. - Było bardzo ciepło - mówi Gładysz. - W mszy swiętej, celebrowanej na dziedzińcu papieskiej rezydencji przez afrykańskiego kapłana, uczestniczyło około 50 osób. Obok nas, także grupa niepełnosprawnych dzieci. Papież brał udział w nabożeństwie, z jego rak przyjmowalismy Komunię swięta.
- Pamiętam, że wokół stali ochroniarze w ciemnych okularach, którzy ostrzegli nas, bysmy nie wstawali bez wczesniejszego wyraznego sygnału - dodaje trener Jerzy Jastrzębowski.
Po mszy Ojciec swięty porozmawiał przez kilkanascie minut ze swoimi gosćmi. Trener Jastrzębowski przedstawiał każdego z osobna. Papież wręczał lechistom różańce.
- sciskał nam dłonie, w której pozostawała mała torebeczka - mówi Gładysz. - To była dla nas wielka niespodzianka. My zrewanżowalismy się proporczykiem klubowym i bodajże patera z wizreunkiem gdańskiej starówki.
- Emanowała od niego masa dobroci - dodaje Jastrzębowski. - Rozmowa była jednak luzna. Nie dawał w ogóle odczuć wielkosci swojej postaci. Zachowywał się jak ojciec. - Papież pytał nas kim jestesmy, skad przyjechalismy - opowiada Gładysz. - Gdy opowiedzielismy, że z Gdańska, pamiętam jego następne słowa. "Bardzo się cieszę, że przyjechaliscie do mnie, bo mi nie pozwolono przyjechać do was". To było wzruszajace. Zaskoczył nas swoja szeroka wiedza na temat futbolu. Doskonale znał Bońka, ciepło się o nim wyrażajac.
- Gdy dowiedział się, że gramy z Juventusem Turyn zażartował "Życzę wam zwycięstwa nad Juventusem, ale nie powtarzajcie tego głosno, bo mnie Włosi z Watykanu wyrzuca". Te słowa dokładnie zapamiętałem - mówi Jastrzębowski.
Spotkanie z Papieżem doskonale ma także w pamięci ówczesny bramkarz biało-zielonych, Tadeusz Fajfer. Nie bez powodu.
- W pewnym momencie Ojciec swięty spytał trenera Jastrzębowskiego, który z nas to bramkarz. Wyszedłem przed szereg, przedstawiłem się - opowiada Fajfer. - Z usmiechem na twarzy powiedział, że sam był bramkarzem i zna uczucie towarzyszace po wpuszczonej bramce.
- W momencie, gdy podawał nam rękę, z każdym z nas miał kontakt wzrokowy. Z jego oczu płynęła niesamowita siła. Aż nogi się pode mna ugięły - wspomina Gładysz. - Z pewnoscia była to najpiękniejsza chwila duchowa w naszym życiu.
Otrzymane wtedy różańce sa najpiękniejsza pamiatka. Każdy z piłkarzy, uczestniczacych wtedy w audiencji, ma je do dzis.
- Towarzyszy mi przy okazji każdego meczu - mówi Jastrzębowski.
- To pamiatka na całe pokolenia. Gdy moi synowie przyjmowali Pierwsza Komunię swięta, dzierżyli w dłoniach różaniec od Papieża - dodaje Fajfer.
- Różaniec i zrobione wówczas pamiatkowe zdjęcia zajmuja główne miejsce w pokoju - mówi Grembocki. - Czuję się zaszczycony, bo nie każdy miał okazję porozmawiać z Janem Pawłem II osobiscie. Ja otrzymałem to dzięki sportowi i piłce. Gdy dowiedziałem się o smierci Papieża, poczułem pustkę. Skończyła się pewna epoka w historii swiata. Pozostaje pytanie czy my, Polacy, poradzimy sobie teraz bez Jego pomocy.
- Mój różaniec, niejako w imieniu całej naszej drużyny, pojedzie do Rzymu. Zawiezie go tam pan Lech Kazmierczyk.
To będzie taka czastka udziału Lechii w ostatnim pożegnaniu Ojca swiętego - kończy Gładysz.
|